środa, 8 lipca 2009

Symfonia "Nieszczęście"

Wczorajszy dzień był dniem złym. Zaczął się średnio źle, co objawiało się kompletną niemocą intelektualną w sposób znaczny utrudniającą pracę, nastawieniem przeciwko światu i jego wyzwaniom, odpływem wszelkiej weny twórczej. Nawet zastanawiałam się, czy nie napisać czegoś ciekawego o nudzie, ale, tak jak wspomniałam, wena odleciała chyba na Antypody...

Kiedy już udało mi się wypełznąć z pracy, zaczęłam szukać ładnej włóczki na szal, co to go sobie planowałam zrobić na rodzinne "wilekie wyjście". Niestety, żaden z moich zaufanych sklepów nie miał takiej włóczki w asortymencie. "Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się nie lubi", pomyślałam, i udałam się do pobliskich Kupieckich Domów Towarowych (co jest elegancką nazwą dla targowiska z taniochą i tandetą chińską, gdzie jednak można czasem upolować coś nieobciachowego). Wyprawa zakończyła sie fiaskiem. W całej hali kupieckiej były trzy modele bolerek, z których każdy był krojony na garbusa. Zadowoliłam sie szalem.

Wyszedłszy, miałam poczucie, że mój zły dzień chyli się ku końcowi, że może jutro będzie lepiej. Rozciągały się wszak przede mną pewne perspektywy towarzysko-rozrywkowe, więc zapomniałam o chandrze i zapaści intelektualnej i zaczełam się rozkoszować wieczorem. Nawet nie przypuszczałam, że był to podstępny wybieg Złego Dnia, mający uśpić moją czujność przed nadchodzącym FINAŁEM, którym była upojna wizyta w szpitalu bródnowskim na ostrym dyżurze, spowodowana skręceniem kostki (bo jeden schodek był...)

Tak więc siedzę sobie w domu, z nogą zagipsowaną na trzy spusty i na trzy tygodnie, zażywam iniekcyjki, zawiesinki i kapsułki i wygląda na to, ze wreszcie ponadrabiam moje wszystkie zaległości robótkowe.Jak nie z pasji, to z nudów.


Yesterday was VERY BAD DAY, which finished with crescendo of misfortune. I had twisted my ankle and so for next three weeks I will stay home with my leg in plaster cast...Well, at least I'll finish all my unfinished objects (to kill boredom)...

13 komentarzy:

  1. Kochana z takim finałem to cudny dzień. Zadziergasz się teraz na amen. Bywały czasy,gdy o takie wolne się modliłam. Teraz wolę nie,ale jestem w stanie wyobrazić sobie cudowne uczucie w takim w sumie niegroźnym uziemieniu. Se umiałaś życie ułożyć ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest takie przysłowie: "uwazaj, o co się modlisz, bo może być ci dane".
    Prawdziwe. Każdy z nas ma czasem takie marzenie, żeby się niegroźnie unieruchomić w domu, nie tracić urlopu, nie musieć wykonywać tych wszystkich obowiązków, po prostu mieć czas dla siebie...
    Ale w lipcu?!
    Tuż przed weselem szwagierki?!
    Przed wyjazdem wakacyjnym?!

    OdpowiedzUsuń
  3. A tego nie napisałaś! Faktycznie w takich okolicznościach to pech i ju z przestaje być śmiesznie. Naprawdę nie załapiesz się na to wesele? Bo,że lipiec..idź z takim lipcem

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawdziwy pech:( Przykro mi. A z tym przysłowiem, to racja, siostrzeniec 'wymodlił' sobie złamaną rączkę,...też w lipcu'_'

    OdpowiedzUsuń
  5. Pech to pech.
    Szkoda tylko ,że akurat teraz dał Ci się we znaki.
    A te jedne schodki to są złośliwe( wiem , bo sama miałam coś takiego:)))
    Lepiej z nich sobie nie zeskakiwać:))
    Życzę szybkiego wyleczenia nogi(kostki) i sporo nowych pomysłów:)do dziergania.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Co to za wesele bez potacówki i pokazówki...
    Ale pójdę na nie, w spodenkach i o kulach. Chociaż się na tort weselny załapię ;-p

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic fajnego...

    No, ale cóż, poradzić...
    Szybkiego powrotu do zdrowia ! :)
    i mnóóóóstwo robótek :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Naprawdę wszystkim dziękuję za dobre życzenia. Już mniej dzięki nim boli ^__^

    OdpowiedzUsuń
  9. Wielka szkoda. Ja kiedyś cały lipiec spędziłam nad morzem z nogą w gipsie. Złamałam ją na trzeci dzień po przyjeździe spacerując po usteckim molo:)Dziergaj Millefiori i od czasu do czasu pokaż jak Ci idzie. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  10. biedaku! te pojedyncze schodki są najbardziej wredne i podstępne - niby nic, a tu taka szkoda:)
    ale jest jeden pozytyw: to nie musiała być noga... mimo wszystko miałaś farta:) uciekam, bo zaraz walniesz mnie czymś ciężkim:))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, gdyby nie zaplanowane atrakcje nawet byłoby miło ale tak to współczuje.Ale dziergać faktycznie możesz do woli. I tej wersji się trzymaj. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki Edi-bk i myszoptico za miłe słowa.

    Droga Edi-bk, nie mogę komentować wpisów na twoim blogu :-( nie założywszy pierwej konta na gazecie.pl (czego nie chcę robić).
    Napiszę wiec tutaj:
    Jak patrzę na zdjęcia, to dochodzę do wniosku, że pas ściegiem francuskim MUSI być, ponieważ ładniej wyglada przejście pomiędzy ryżem a dżersejem.
    Pokazuj szybko zakończoną robótkę ^__^

    OdpowiedzUsuń
  13. Współczuję! To musi być taki zły okres teraz, ja też miałam niefajnie, w zeszły poniedziałek zgubiłam kota...

    OdpowiedzUsuń