Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanocnie

Przez kilka lat nie robiłam pisanek. Nie zlożyło się, zabrakło czasu, były różne zmartwienia. W tym roku mi się poszczęściło. Był czas, wena, wewnętrzna pilna potrzeba. No, "czasami człowiek musi, inaczej się udusi". Trafiłam na wpis o jajkach na tym blogu i nie było już odwrotu. Parę chwil na szatańskim pinterestu i już miałam gotowe wzorki do przeniesienia na jajka.


Muszę przyznać, że dłubanie tych koronek to trudne zadanie. Czasochłonne i pracochłonne. Ale warto było trochę nad tym poślęczeć, bo wyszły mi jedne z najpiękniejszych kraszanek w mej rękodzielniczej karierze.


Wesołych Świat Wielkiej Nocy, kochani moi Czytelnicy!


czwartek, 16 kwietnia 2009

Wiadomości z Puszczy




Były święta? Były.
Zostały przygotowane (przeze mnie :-/) Co trzeba, zostało zjedzone.
Udało się w tym roku uniknąć nadmiaru żarcia zarówno przygotowywanego jak i spożytego, ergo, robimy postępy w dotrzymywaniu sobie obietnic.
Podstawowym czynnikiem wspomagającym ich dotrzymanie w tym roku była fantastyczna pogoda. Siedzenie w domu podczas tak pięknych wiosennych dni, w środku Puszczy Boreckiej jest najpewniej objawem utraty rozumu.
Mój ulubiony wzór i moja ulubiona technika zdobienia pisanek:

Tak więc były mazurki i pieczenie, było dużo spacerów.
Były żurawie, bobry, zaskrońce i padalce, a także zielsko w rodzaju: wawrzynek wilczełyko, zawilce i przylaszczki – gatunki rzadkie i wdzięczne w obserwacji, a wszystkie w zasięgu ręki. Żurawie co rano robiły pobudkę, trąbiąc (klangorując?!) na łące pod oknem. Gady stanowiły ciekawostkę podczas włóczęgi po rezerwacie przyrody, natomiast bóbr odstawił niezłe szoł podczas wielkanocnej siesty.

Pan Zaskroniec:
Wawrzynek wilczełyko (trujący):

Tak się złożyło, że niedzielny podwieczorek spędziliśmy u stryjostwa, mieszkającego niedaleko. Stryjostwo posiada staw, oddalony od werandy domowej o jakieś 20 metrów. W owym stawie jakiś czas temu zalągł się bóbr, wyniszczając od dnia swego przybycia drzewa i krzewy wokół stawu. Także i w wielkanocny wczesny wieczór poczuł się głodny, wiec ku zdumieniu a następnie ku uciesze zgromadzonych na werandzie siadł na przeciwległym brzegu stawu i wcinał gałęzie brzozy, głośno przy tym ciamkając i nie przejmując się publicznością.
Oto efekty bobrowego głodu:

Dziś, po rozmowie z moją siostrą, okazało się, że mieliśmy w czasie świąt do czynienia także z... last but not least... borsukiem. Wprawdzie nie my go spotkaliśmy, lecz nasze psy, niemniej borsuk jest zwierzęciem niezwykle niebezpiecznym, więc pieski, po oprawie chirurgicznej u weta, pewnie długo będą pamiętać borsukową nauczkę.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Sowy? Jeszcze nie, ale już niedługo...

Oto jest. Rośnie relatywnie do ilości wolnego czasu (mam niestety na sumieniu książkę Mankella "Mężczyzna, który się uśmiechał"*, która skutecznie uniemożliwiła mi skończenie swetra...).
Sweter, kiedy już siedzę z drutami i dziergam, robi się bardzo szybko, tak więc niedlugo ukażą sie One, Sowy. Jako początkująca druciara (proszę, przywróćmy pierwotne znaczenie nazwie ^__^") nie mogę nie docenić projektu. Nauczył mnie on wiele o magic loop. Na przykład tego, że jak się ma druty ze sztywną żyłką, to nie ma co iść na łatwiznę - lepiej wybrać pończosznicze.


Tu, w fantastycznych barwach będących wytworem wyobraźni mojego aparatu (tak, tak, sztuczna inteligencja to nie mit!), zbliżenie na charakterystyczne dla tego wzoru modelowanie pleców, przyjazne dla kobiet, które chcą zaznaczyc talię:


A poza tym, czekam na natchnienie...

niedziela, 22 marca 2009

Doniesienia z frontu



Po pierwsze, spreparowałam nowe jajco. Tym razem koronka zrobiona jest białą nicią. Jako że podobno należę do homo sapiens sapiens, z ostatnich prac wywnioskowałam, że taką koronkę dobrze jest robić od góry oraz że lepiej jest robić ja w częściach. Po obleczeniu plastikowego jajca koronką dopadły mnie jeszcze dwa dodatkowe wnioski. Mianowcie, dobrze jest wpakować do jajcowej foremki coś wypełniającego w kolorze kontrastowym do koloru koronki, oraz że dużo ładniejsze koronki wychodzą na mniejszych jajcach (male są wielkości kurzego, duże - gęsiego jaja). Po prostu tak koronka jest zbyt filigranowa, by zapełniać nią duże powierzchnie, a jeszcze nie nabyłam biuegłości w tworzeniu wzorów tą techniką.

Po wtóre, zabrałam się za mitenki. Najpierw zaczęłam je robić na okrągło wieloma drutami. Zaczęła tak, ponieważ już wcześniej nauczyłam się tej metody podczas robienia moich pierwszych rustykalnych rękawiczek. jednak, i ole wtedy mnmogość drutów mi nie przeszkadzała, o tyle teraz tworzenie ściągacza stanowiło prawdziwą mękę. Dlatego, nie skończywszy pierwszej, zabrałam sie za drugą, ktorą robie na dwóch drutach. Będzie z szwem. Trudno. Planuję wykończyć je ażurowym wzorem, co niestety będzie oznaczało konieczność przełamania niechęci do szydełka. Jak trzeba-to trzeba.

Po trzecie, w toku jest kolejny szalik. Tym razem dla mnie. Mohair na drutach 10mm. Prawie jak wzór ażurowy* . Robi się fantastycznie szybko, ale ostatnio jakoś nie mam do tego melodii.

Na pocieszenie zrobiłam zdjęcie szlika dla mamy, tym razem wersja w ciepłym, słonecznym świetle.

Przyłapałam na goracym uczynku Prosiaka. Wieprz, małpuje tylko. (Prosiak ma na głowie czapkę - mój pierwszy eksperyment z wzorami reliefowymi, własnoręcznie zapeojektowanymi. O!)






*)-"prawie" robi dużą różnicę, ale jak się nie umie co się lubi to się lubi, co się umie.

wtorek, 17 marca 2009

Pisanki barokowe


Niemal cała niedzielę spędziłam, walcząc z koronką igłową, koralikami i plastikowym jajkiem.

Koraliki mają tendencję do złośliwego wprost posiadania dziurek mniejszych, niż rozmiar aktualnie używanej igłu, plastikowe jajco uwielbia wprost wyślizgiwać się z rąk i koronek, i jedynie stare dobre guttermanowskie nici lniane współpracowały bez zarzutu.

Efektem pasji tworzenia, szewskiej pasji i licznych klątw są dwa barokowe jajca.

Jako pierwszą zrobiłam koronkę na mniejsze jajko. Zaczęłam dziergać od góry. Efektem jest "looks-like-faberge-egg", czyli prawie jak jajco Faberge. Pomimo dość koślawego wykonania wygląda nieźle.

Drugie jajco zostało zaczęte od rozety. Właśnie ten element wykonywany był podczas magicznych zaklęć nawiązujących do najstarszego zawodu świata. Zaklęcia dały rezultat i rozta wygląda przyzwoicie, ale tyłu pisanki wam nie pokażę. Zrobiła się chaotyczna pajęczyna, z nanizanymi w koślawe kółko koralikami. X__X

Pewnie będę musiała coś z tym zrobić, ale zrobię to za jakiś czas.

Sam pomysł na jajca przyszedł mi do głowy zupełnie przypadkiem, kiedy snułam się między empikowymi półkami. Wówczas wpadły mi w oczy koraliki. Początkowo zamierzałam zrobić koronkę w kolorze ecru, ale w domu okazało się, że akurat ten kolor "wyszedł", za to mam szpulkę czarnych nici. Początkowo obawiałam się że pisanki będą wyglądać "burdelowo", ale nie jest aż tak źle. Wyglądają barokowo (i tego się trzymajmy).