Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reenactment. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reenactment. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2012

Beta testy

Zaczął się dla mnie czas szycia. Wprawdzie nie robię tego jeszcze z obłędem w oczach, ale czeka mnie to wkrótce, niestety, i lepiej się do tego przygotować. ZAWSZE coś wyskakuje na ostatnia chwilę. Na razie jest jeszcze czas na próby, tytułowe beta testy.


Pierwsza koszulina dla Króliczka okazała się koszuliną na kogoś mniejszego. No cóż, płótno lniane nie rozciąga się, jak bawełniany dżersej. Mądrzejsza o tą wiedzę znów ujęłam nożyce w garść, by tym razem trafić w rozmiar. Króliczek właśnie testuje wynik.


Jest nieźle, choć mogłaby być o dwa centymetry dłuższa, wykrój szyi węższy, wcięcie w dekolcie krótsze. Ale w sumie nie narzekam. Koszulina jest noszalna, a o to przede wszystkim chodzi.


Kolejny beta test to przymiarki starych sukni. Na szczęście na razie nie trzeba wprowadzać poprawek. Wprawdzie moja figura zmieniła się nieco przez trzy lata, od kiedy miałam tę suknię ostatnio na sobie, to jednak nie ma nad czym załamywać rąk. No i na razie nie będzie dodatkowej roboty. To cieszy.


A z innej beczki: widzieliście już yarn bombing na Placu Zamkowym?

czwartek, 19 kwietnia 2012

Rekonstrukcja - reaktywacja

Postanowiłam powrócić do odtwórstwa historycznego. Z tej słusznej drogi przed trzema laty zepchnął mnie wypadek i skręcenie kostki, bardzo, jak się później okazało, brzemienny w skutki  (^__-)
A teraz wracam. A właściwie zaczynam od nowa, prawie od zera. Tym razem decyzję podjęłam na tyle wcześnie, by zdążyć się przygotować do sezonu letniego. Do zrobienia ogromne mnóstwo rzeczy, a jednej nawet wielkiej. Muszę przygotować namiot.
Trzeba uszyć wyprawkę dla Króliczka. Dla mnie, chwalić niebiosa, na razie nie trzeba - odpada tak na oko miesiąc wytężonej roboty.

Właśnie przerzuciłam swoje odtwórcze przydasie i zaczynam.
To co widać na zdjęciu, to świeżo skrojona testowa koszulka dla Króliczka, robiona lekko na wyrost. W tej chwili właśnie ją zszywam.


Będę zamieszczać postępy, ale odtwórstwo z pewnością nie zdominuje bloga, ponieważ jestem mistrzem prokrastynacji i z pewnością znajdę jakieś pilniejsze robótki do wykonania (np. w tej chwili zawzięcie ćwiczę szydełkowanie, w planach na najbliższy miesiąc więcej niż jedna rzecz.).
Zaglądajcie, zrobi się multitematycznie ^__^

piątek, 12 lutego 2010

No to do roboty!/Lets get back to work!

Na początek trochę słodkosci, bo dzień pączka właśnie minął, a jak mam jeszcze ochotę na słodycze. Szalenie zdolna i piekielnie pracowita Oiran, wytwarzająca rzeczy absolutnie wyjątkowe, urządziła rozdawajkę. Cudeńka owe zrobione są z jedwabnej tkaniny, techniką, jaką stosuje sie do wyrobu ozdób do włosów dla maiko (gejsz-praktykantek).


***
No, to teraz do roboty. Jakoś ostatnio mało piszę, ale nie oznacza to wcale że mniej robię. Chyba mi sie po prostu współczynnik ekshibicjonizmu zmniejszył, bo na wenę nie narzekam.

Styczeń upłynął mi pod znakiem igły i nitki. Był to swojego rodzaju powrót do wełny, przeprowadzony w łagodnej formie.
Dostałam zadanie zrewitalizowania i zmodernizowania ubioru historycznego. Punkt wyjścia stanowiła suknia wierzchnia typu houppelande, czyli obszerna szata spinana pasem sukiennym, pasamoniczym lub skórzanym.

(Zdjęcie ze strony rpk.freha.pl)




(H. Bosch, Siedem grzechów głównych, detal)


Rzeczone houppelande ma już wiele lat. Sukno wełniane rozciągnęło się na bocznych szwach i spowodowało wyciągnięcie się części, w którą wszywa sie rękaw, niemal do pasa. "Plan naprawczy" zmierzał do zmiany, odświeżenia kroju sukni przy jednoczesnym wyeliminowaniu niedogodności, spowodowanych przez rękawy.
Mój średnio udany schemat zamieszczonyponiżej przedstawia dokonane zmiany.



Kolorem czarnym oznaczyłam krój wyjściowy. Kolor czerwony wskazuje zmiany kroju. Jak widać, zmierzałam do dopasowania sukni w pasie. Natomiast kolorem niebieskim oznaczyłam wstawione części materiału - kliny poszerzające spódnicę oraz niwelujące wcięcie rękawa.
Powstała suknia wierzchnia dośc dopasowana do sylwetki, bez rozcięć, zakładana przez głowę, wzorowana na ikonografii niemieckiej z II połowy XV wieku.

Voila:

czwartek, 30 lipca 2009

Liberia/Livery jacket

Ostatnio popełniłam liberię dla przyjaciela, odtwarzającego późny piętnasty wiek. Liberia taka jest wymagana od wszystkich chcących dołączyć do Kompanii św. Jerzego.
Lately I 'commited' a livery jacket for my friend. He is reenactor of late fourteen hundreds and is to join to Company of Saint George (they have definited costume requirements).


Całość jest w miarę luźną ale dopasowaną do sylwetki kamizelką, uszytą z ośmiu części.


Trochę bałaganu do ogarnięcia...
Some usual mess to manage...

Podszewka w robocie (niestety, nie dorobiłam się jeszcze replik igieł średniowiecznych, ale może już wkrótce).
Lining in making (I still don't have replica needles, but working on it).

Podszewka/linning:


Voila:

Zdjęcia zadowolonego klienta być może pojawią sie juz po niedzieli.
Pictures of satisfied customer will possibly appear after weekend.

wtorek, 16 czerwca 2009

Wielkie wyjście

Szycie było? Było. Turniej był? Był. A relacji jeszcze nie ma. No to proszę:


(ta baba tuż za konskim zadem to ja, na razie nie ma lepszych zdjęć. Zdjęcie pochodzi STĄD)


Zwlekałam z relacją z uwagi na skąpa ilość zdjęć, przedstawiających moją nieskromną osobę w korzystnym ujęciu. Ale jakieś się pojawiły, wiec służę relacją.
Turniej odbywał się w sobotę oraz w niedzielę. Ja włóczyłam się po podwórcu zamkowym tylko w sobotę. Część odtwórców przyjechała jeszcze w piątek, powstał całkiem spory obóz. Pogoda była w piątek i w niedzielę.
W sobotę nie było pogody. Były za to wszystkie rodzaje deszczu, jakie tylko istnieją: od wodnego aerozolu do ulewy zacinającej poziomo. Ubrana w wełniane tkaniny nie mogłam narzekać ani na chłód, ani na wilgoć, bo wełna jest w pewnym stopniu wodoodporna. Niestety, skórzane buty, nawet najlepiej zaimpregnowane, nie są wodoodporne, tak więc przez cały dzień każdemu stąpnięciu towarzyszył chlupot.
Ale nie narzekam.
Pomimo pogody pod psem zebrało się trochę widzów oglądających rozmaite konkurencje turniejowe: a to pojedynki piesze, a to konkurencje dla konnych, a to znów turniej łuczniczy. Był też pokaz tańca dawnego z udziałem moich bliskich znajomych.
Były kramy z dobrem wszelakim, z którego to wyboru skwapliwie skorzystałam, zostawiając rzemieślnikom i kupcom sporą sumę w złocie.
Zakupiłam kubeczek z kamionki, nici jedwabne (kyaaa!!!) i len na podszewkę w kolorze prosiaczkowym.


With this post I would like to welcome on my blog foreign guests. From now on I will publish an english summary of every entry. Be my guest ^__^
Last saturday I participated in Knightly Tournament in Czersk (unfortunately, english version of Czersk Castle website isn't available). It was raining all day. Altough my dress was almost waterproof, my shoes weren’t but I can’t complain. The event was fun anyway. There were market stalls with various items, fights between knights (mounted and dismounted), tournament for archers and 15 century dance show.
I’ve bought some goods like silk threads, pink linen fabric for my purple dress lining (yay!!!) and ceramic cup (yay!).