Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się ten wzorek. Chociaż
dzianina wygląda na skomplikowaną, sam wzór to bułka z masłem – ściągacz z
przekręconymi prawymi oczkami, modelowany tu i tam narzutami i oczkami
zebranymi. W zasadzie robi się samo, nie trzeba siedzieć z nosem we przepisie,
widać jak oczka schodzą z drutu i co robić dalej. Powiem więcej, w razie
drobnego błędu da się oczko w razie potrzeby to dodać, to ująć bez psucia
ogólnego wyglądu. Myślę, że ten wzór jest świetny dla początkujących. Starannie
wykonana dzianina (i mam tu na myśli po prostu wszycie nitek po zakończeniu
robótki) wychodzi dwustronna – prawa z wyraźnie zaznaczonymi rowkami i lewa,
łagodniejsza. Można nosić tak albo inaczej w zależności od nastroju.
Dla potrzeb tego projektu musiałam zmodyfikować nieco wzór,
co również okazało się łatwe. Ponieważ dysponowałam włóczką grubszą, taką na
druty 3,5-4, a nie chciałam zaburzać wykończenia czapki we wzorze (wychodzi fajny
kwiatek), więc zmniejszyłam „łuskę” o dwa oczka. Na czapkę nabrałam 120 oczek,
dalej leciałam jak przepis nakazuje i po dwóch powtórzeniach schematu zabrałam się
za zakończenie. W ostatnich kilku rzędach zmniejszałam liczbę oczek bardziej
dynamicznie, bo o dwa za jednym zamachem, co z resztą nie wpłynęło na wygląd
czapki.
Czapka ta powstała w konkretnym celu – ma stanowić ochronę przed chłodem i ciekawskimi spojrzeniami moją siostrę, która właśnie zaczęła chemioterapię. Dlatego też wszystkie narzuty we wzorze przerabiałam jako oczka przekręcone. Prześwity nie są w tym wypadku mile widziane…
W planach mam jeszcze jedną czapkę „po chemii”, ale jeszcze
się nie zdecydowałam na wzór. Wciąż jednak nie zabrałam się z zaplanowane farbowanie, bo
dysponuję na ten cel włóczką jedwabną w kolorze „uprałam majtki z czymś
niebieskim”, niezbyt pasującym do bladej cery.
Zdjęcia, niestety, mocno takiesobie, a i lepszych nie będzie, bo czapka już za szybą na oddziale zamkniętym...
Zdjęcia, niestety, mocno takiesobie, a i lepszych nie będzie, bo czapka już za szybą na oddziale zamkniętym...

