Pokazywanie postów oznaczonych etykietą triki dziewiarskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą triki dziewiarskie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2013

Myk do sprawdzenia

Jak zrobić, by brzeg dzianiny dżersejowej się nie rolował? Jest kilka sposobów uzywanych powszechnie, jak na przykład zakończenie robótki ściegiem francuskim, czy ściągaczem, albo podwinięcie pliski. Znalazłam przypadkiem myk (cóż, że szwedzki), któremu dam szasę przy następnej okazji. Niewykluczone, że wystarczy zrobić pliskę metodą twoends. Dla ciekawych, co to za zwierzę, odsyłam do Iwony Eriksson, autorki bloga Drutoterapia, która przygotowała świetny kurs dziergania twoends (kurs jest po polsku i bezpłatny).
 

Sam zaś patent znalazłam przez szatańskiego pinteresta, który przeniósł mnie w to miejsce (klik) (skąd pożyczyłam zdjecie).

sobota, 16 lutego 2013

Co z tymi paskami?

Z różnych względów często robię rzeczy pasiaste. Wybór wzoru determinują zazwyczaj dostępne zapasy włóczki, a poza tym - lubię paski. Sporo rzeczy dziergam bezszwowo, naokoło, bo tak jest zdecydowanie szybciej. Wykończenie takiej dzianiny teoretycznie to minuta osiem.Oszczędza się dodatkowe blokowanie i zszywanie.
Lubię ładnie wykończone rzeczy, więc obczaiłam w necie różne patenty na zmianę koloru w dzianienie-tubie bez uskoku, który mocno psuje efekt. Jeśli chodzi o dziewiarskie sztuczki, najlepszym chyba źródłem jest strona TECHknitting, a post o paskach jest tu (klik) (a tu nowsza wersja postu, z ładniejszymi fotkami)
Pierwsza rzecz, w której zastosowałam trik to pierwsza pasiasta kamizelka Króliczka. Tam co do zasady przy zmianie koloru przerabiałam pierwsze okrążenie normalnie, w kolejnym przesuwałam pierwsze oczko rzędu bez przerabiania. Udało się to całkiem nieźle, ale kosztowało sporo. Każda zmiana koloru to buło cięcie nitki i doczepianie nowej, a w rezultacie milionpińcet nitek do wszywania. Ktoś mógłby postukać się w czółko na  takie wyznanie, ale, jak dowiecie się w dalszej części, w tym szaleństwie jest metoda.
Niestety, nie mam pod ręką zdjęć "szwu" tamtej kamizelki. Jak ją znajdę, obiecuje obfocić i uzupełnić post.
Kolejny pasiak to Urodzinowa. Tu - ten sam myk. Mój wewnętrzny len kombinował i próbowałam zmieniać kolorki w okrążeniach bez ciachania nitki, ale się poddałam po którymś tam pasku. Trudno jest wyregulować napięcie nieużywanej aktualnie nici tak, by myk z podnoszeniem oczka wyszedł zadowalająco, a i dzianina porządnie wyglądała.

Kiedy robiłam kolejnego pasiaka, mój wewnętrzny leń nie dawał mi spokoju. Postanowiłam wypróbować patent z "wędrującym" początkiem okrążenia. Rzecz polega na tym, że oprócz tego, że w drugim okrążeniu danego koloru podnosi się pierwsze oczko bez przerabiania, to każdy nowy kolor zaczyna się oczko dalej. W pasiaku, który widzicie niżej, nie cięłam nitki, przekładałam ją po lewej stronie robótki. Niestety, zmiana koloru nie jest niewidoczna, a zaistniał dodatkowy efekt w postaci "wędrującego uskoku":

Ponadto to częste przesuwanie oczek bez przerabiania podciąga do góry dolny brzeg dzianiny. Owszem, można to zblokować, ale w noszeniu i tak brutalne fakty wyłażą na wierzch.


A teraz ostatni akt tego dramatu w trzech aktach.
Jak wiecie ostatnio popełniłam kolejnego pasiaka, dalej próbując połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli triki dziewiarskie z obietnicą uniknięcia ciężkiej roboty. Postanowiłam wykorzystać sztuczkę o której przeczytałam gdzie indziej. Mianowicie, w pierwszym rzędzie nowego koloru należy wykonać taki myk: przełożyć pierwsze oczko na prawy drut, podnieść z lewego na prawy oczko z rzędu poniżej tego pierwszego, sru je oba z powrotem na lewy i przerobić obydwa razem nitką nowego koloru. Robi się szybciej, niż się o tym czyta.Dziabię sobie te paski, nitek se nie ucinam, tylko pracowicie rozplątuje motki, robótki przybywa. Sztuczka działa, ale tylko na początku.
Niestety, w miarę jak praca postępuje, efekt jest coraz gorszy.Uskoki się pogłębiają w miarę jak podnoszone oczka wyciągają  nitkę prowadzoną po lewej stronie. Normalnie eskalacja problemu. W dodatku dzianina w miejscu łączenia robi się wyraźnie nieelastyczna, co zapowiada, jak wyżej, podciągnięcie brzegu dzianiny.

Dlatego też jeszcze przed połową pleców zdecydowałam się na zmiane kolorków BEZ SZTUCZEK i zrobienie w tym miejscu markowanego zapiecia. Wiecie, sru łańcuszkiem szydełkowym od góry do dołu, przyszyć guziczki i po sprawie. Akcji jeszcze nie przeprowadziłam, decyzja sie uprawomocnia, ewentualne odwołanie nie jest wykluczone.

Wnioski.
Przedstawione patenty możliwe, że są przydatne, ale w robótkach, w których paski są tylko akcentem lub występują rzadko rozstawione. 
W moich robótkach paski są clue projektu, dlatego patenty prowadzą mnie czasem, jak w ostatnim przypadku, w ślepą uliczkę. Podstawowym problemem, jaki spotykam, jest podciąganie się brzegu dzianiny w miejscu zmian kolorów, co zmusza mnie do cięcia nitki przy każdym nowym pasku.

Dzieląc się z wami swoimi spostrzeżeniami zachęcam do rozmowy. Jak sobie radzicie z paskami? macie ulubione triki? Może by tak pogadać o tym, czego się zazwyczaj nie pokazuje, czyli o lewej stronie dzianiny? Może by tak dyskusja po "ciemnych stronach drutowania"?
Zapraszam :-)

wtorek, 13 listopada 2012

O tym i owym

Jakoś mi nie po drodze ostatnio z blogiem, czasu brak by na bieżąco dzielić się z wami moimi spostrzeżeniami, skorelowanymi z rękodziełem. Ale nie oznacza to, ze nic nie robię.

Przede wszystkim, wpadłszy na bloga druting odkryłam genialny przepis na bezszwowy kardigan, jak raz pasujący do kłębów moheru, kiblujących na moich półkach już od trzech lat. Już, już się miałam tego pozbywać, aż tu nagle - taki patent, BERKA.
W to mi graj!

Bierę duże druty i jadę. Na cały kardigan mi nie starczy, ale na przytulaśną, domową derkę i owszem. Będzie jak raz do kapci i herbatki z przyprawmai korzennymi na najbliższe miesiące.
Praca nad tym jest odrobinęnużąca, bo nic, tylko prawe i lewe, a od momentu wolty konstrukcyjnej, od kiedy robię za jednym zamachem oba przody i szalowy kołnierz, rzędów przybywa oczywiście trzy razy wolniej.  Ale zawzięłam się na ten moher, poza tym muszę sobie zrobić miejsce w szafie, bo w magicloop jest promocja na alpaki, a ja bardzo mam na nią ochotę.


Mam jescze taki pomysł, by sobie zrobić bajecznie kolorowy pasiak od połowy ud aż po samą szyję, najchętniej z suwakiem, ze wszystkich tych moich pojedynczych kłębków wełny, które stanowią ponad połowę moich zapasów. W celu jak wyżej, haha, no i żeby sobie odwłok otulić na okoliczność zimowych oczekiwań na komunikację miejską. Tylko mi się centymetr krawiecki zgubił, co mię smuci, bo ów sweter chciałabym wykonać raz a porządnie, a pasmanterię, siedlisko pokus, wolę na razie omijać . Aha, no i koniecznie chcę to zrobić na jakichś większych drutach, bo ostatnio mam awersję do rozmiarów poniżej 4 mm (te kilka cm ściągacza na mniejszych drutach jakoś jeszcze znoszę). W końcu po to dziergam, żeby mieć frajdę z samorobnych rzeczy, a nie, żeby się mordować z pierdylionem oczek. Zwłaszcza, że wymiary moje wymuszają większe nakłady pracy, niż u eSek.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Niczego sobie...



Niczego sobie te kłębki, prawda? Przewinęłam tę wełnę chyba z milion razy, ale jestem bardzo zadowolona z efektu. Nie obliczłam długości nitki, ale na oko motek wyjściowy wyglądał na 100m na 50 gram, co dawałoby 400 metrów gotowej nitki. 400 metrów takiej cienizny to trochę mało, by coś sensownego zrobić, jakiś detal raczej. Zatem dokooptuję do tych czterech kulek jedną większą typu lace, drugie 400 metrów, i poważę się na coś większego, może coś w typie Revontuli. Ale na razie odpoczywam od tej nitki.


Tymczasem ręce me zajęte są czymś z zupełnie innej beczki.

Otóż zmęczona przewijaniem wełny i  żądna nowych wrażeń na druty wrzuciłam... drut, dodałam garść koralików i voila.


Niby nic, a daje radę.
Drucik, koraliki i zapinka (magnetyczna) zakupione w empiku, druty nr 3.5.
Wydaje się, że drucik jest trochę za gruby do dzianiny (ależ to brzmi!), mimo że wybrałam najcieńszy, jaki był dostępny. Za wszystko zapłaciłam jak za zboże, ale ręce mnie bardzo świerzbiły, by spróbować. Druciana dzianina daje fajny efekt - biżuteria jest delikatna i migotliwa. Pewnie więc od czasu do czasu będę wracać do tej techniki, tylko muszę znaleźć delikatniejszy drucik.


A dziś biegając po blogach zauważyłam, że na ten sam pomysł wpadła Ann - ona też wyplata drobiazgi z drutu.

EDIT:
Wygląda na to, że mam braki w technice drutu na drucie. Bo dz drutu na drucie można robić tak jak tu (klik)

wtorek, 21 sierpnia 2012

Nadchodzi sezon wełniany :-)

Słowo się rzekło, zaczęłam kombinować z wełną. Wpadł mi w rękę wełniany moteczek z musztardowo-zielonym melanżem, a ja melanżów zdecydowanie nie lubię.Podpatrzyłam kiedyś na jakimś blogu, że dziewiarki jedną taką włóczkę rozbebeszają, otrzymując cieniutkie a wytrzymałe niteczki do dziergania zwiewnych chust. Jaki to był blog i jaka to była włóczka - za Chiny Ludowe sobie nie przypomnę.Ale patent w głowie się zahaczył i wypadł w myślowej wyszukiwarce, kiedy był potrzebny.



Umyśliłam sobie więc, że z jednego motka niewyjściowego melanżu wyjdą cztery w kolorach od żółtego do khaki, co ładnie się ułoży w gotowym wyrobie - jakim, to jeszcze nie przesądzone.
Chwyciłam tedy mątewkę, co była akurat pod ręką, i rozprostowałam niteczkę. Właśnie się blokuje.
Jutro podzielę duży motek na cztery mniejsze i zastanowię się, co zrobić dalej. mam dwa wyjścia - albo zostawić w tzw. singlu, albo skręcić w dwie nitki. Decyzja zależy w dużej mierze od tego, jakiej właściwie długości nicią dysponuję i od tego, jak kolory będą wyglądać po praniu. Zatem, do następnego.

środa, 30 maja 2012

Inspiracja uliczna

Każda z nas dziergających na pewno ogląda się za każdą napotkaną dzianiną w poszukiwaniu inspiracji. Ja się oglądam za każdym interesującym splotem i sprawdzam w myślach, czy dałabym radę sprostać rekonstrukcji takiego wzorku. I właśnie dzisiaj w tramwaju trafiłam na coś takiego:

Jest to ponczo z rękawkami (tj rękawki zrobine są z dżersejowej plisy, wykańczającej całe ponczo, połączonej w miejscach nadgarstków). Wzór na pierwszy rzut oka jest bardzo podobny do "naparstnicy", pokazywanej sto lat temu przez Dagny. Wzór ten jest bardzo wyrazisty i moim zdaniem trzeba uważać z jego użyciem, bo łatwo o dizajnerską wpadkę. Kiedyś z resztą się nad tym rozwodziłam (że niewłaściwe umieszczenie wzoru na ciuchu może upodobnić nosicielkę do Diany z Efezu - sobie wyguglajcie, jak to wygląda :-) ).
Jeśli chodzi o rzeczone ponczo, gapiłam się i gapiłam, i zgapiłam (oraz ukradkiem pstryknęłam) co trzeba. 
I zdumiałam się! Ponczo owe jest dziergane pionowo! 
Wzór u dołu, jak mówiłam, wykończony dość szeroką plisą z dżerseju albo patentu, dokładnie nie wiem, w każdym razie wzoru, który z daleka wygląda gładko.
Naparstnice zaś są tworzone rzędami skróconymi, oczkami lewymi na tle prawych. Pięć minut zabawy z paintem, i rysunek poglądowy jest, proszę bardzo:

 Następny krok to rekonstrukcja wzoru (a muszę przyznać, ze chętka na rekonstrukcję dzianiny wyhaczonej okiem na ulicy wzięła mnie pierwszy raz). Zobaczymy co z tego wyjdzie...

Czy wam tez się zdarzają takie "śledztwa"?

czwartek, 1 grudnia 2011

Łapki

Rany, jak dawno nie miałam wolnego wieczoru, który bym mogła przeznaczyć na swobodne buszowanie w necie i nawet uzupełnienie własnego bloga... Praca, procesje do bram służby zdrowia, medytacje i pobożne życzenia wspomagające rekonwalescencje członków rodziny, zwyczajna, codzienna harówka - i człowiek pada na wyro jak kłoda. Na szczęście znalazła się chwila oddechu - więc chwytam tę chwilę i - proszę bardzo!
Nawiasem mówiąc okazało się, że w przygotowaniu w wersji roboczej czekają aż trzy posty do publikacji. Oto pierwszy z nich (czekał na publikację prawie dwa tygodnie...).

Udziabałam rękawiczusie. Projekt bardzo szybki i bardzo potrzebny. Napatrzyłam się takich rękawiczek u Lete i naszła mnie wreszcie wena, by rękawiczki dla malca sporządzić. Oto są:





Wzór darmowy, umieszczony tu.
Na rękawiczki zużyłam reszteczki wełny z moich zapasów (bo u mnie nadal trwa akcja 'odwłóczkowanie', chociaż żądza nabywania nowych wełen ssie). Z każdego koloru zostało mi może z półtora metra. Będzie na jakieś wyszywanki.
Wymyśliłam sobie, żeby niezbyt ciekawą zieleń podrasować czymś energetycznym, więc całość wyszła trochę w kolorach (pardon le mot) Halloween-owych, przez ten 'dyniowy' oranż.
Pierwszy raz w życiu skutecznie robiłam wzór wrabiany, pierwszy raz w życiu trzymając włóczkę w obu rękach (prawą narzucałam wełnę 'po angielsku'). Początkowo było jak na rodeo, ale po spruciu pierwszego ściągaczyka poszło jak z płatka.
Ściągaczyk wyszedł niestety zupełnie nieelastyczny. Niech mnie ktoś uświadomi, czy to dlatego, że dziergałam zbyt ścisło za mało luzu zostawiając drugiej nitce idącej z tyłu, czy też akurat dwukolorowy ściągacz nieelastycznością się właśnie charakteryzuje...
Niemniej jednak gotowy produkt spełnia swoją funkcję a właściciel go toleruje. Czyli do przodu.

***

A teraz z innej beczki. Nie takiej znowu zupełnie innej, bo też o rękawiczkach będzie.
Jakiś czas temu pisałam o ocieplaniu dzierganych akcesoriów zimowych, coby łapki i uszka nie poodpadały z zimna. Temat jednym się spodobał, inni byli lekko przestraszeni wizją rzekomego ogromu pracy, jaki należałoby włożyć, by ocieplany udzierg wyprodukować.
Muszę się przyznać, że samo ocieplanie dzianin chodziło mi po głowie już od dawna i długo poszukiwałam różnych patentów. Gdzieś kiedyś, bodaj w komentarzach na 'Prząśniczce' mignął mi wpis o ocieplaniu runem, ale jakoś autorka wpisu nie pociągnęła tematu, więc trop mi się urwał. Nawet zamierzałam publicznie, w poście, zaapelować, by ktokolwiek wiedzący coś na ten temat się odezwał i oświecił, ale cóż to?
Okazało się, że akuratnie na Ravelry ktoś uprzejmy wrzucił wzór i patent na rękawice ocieplane runem, i to jeszcze za darmo i z tutorialem. Wprawdzie po angielsku, ale zdjęcia mówią same za siebie. Wzór tu (link do bloggera - nie trzeba mieć konta na Ravelry).
Jeśli więc kogoś przeraża podszywanie, może skorzystać z innej metody.

No to do następnego, mam nadzieję szybkiego...

piątek, 30 września 2011

Poradniczek zmarzniętej dziewiarki

Z komentarzy pod poprzednim postem wynika, że wiele dziewiarek cierpi chłód we własnoręcznie zrobionych czapkach, tak więc ten wycinek świata wymaga natychmiastowego poprawienia, tym bardziej, że zima już za pasem. Bo to żadna przyjemność, kiedy wiatr hula między oczkami.

Na początek o samej technice.
Jak wspominałam wcześniej, do robótki należy dobrać włóczkę najlepiej wełnianą, lub wełnianą z niewielką domieszką włókien sztucznych. To oczywiste, co powiem, ale tylko naturalne włókna zapewniają komfort cieplny. Biorąc pod uwagę nakład pracy nad czapką lub innym akcesorium wykonanym tą technika, po prostu nie opłaca się używać włóczek, które nie zapewniają ciepła.
Jeżeli chodzi o druty, dobrze jest dobrać rozmiar nie większy, niż 3.5, a to dlatego, że podszywanie jest bardziej efektywne i estetyczne (że już nie wspomnę o względach praktycznych), jeśli pętelki będą mniejsze.

A teraz do meritum.
Przygotowałam dla celów instruktażu próbkę. Wydziergana jest na drutach rozm.4, a podszywać będę białą włóczką - dla większej czytelności przekazu.


Próbka wydziergana jest wzorem ściągaczowym *2 op, 1 ol*. Najbardziej interesuje nas jednak lewa strona, która przedstawia się tak, jak poniżej - czyli wzór *1 op, 2 ol*:


Do podszywania używamy "drabinek", powstałych z kolumn prawych oczek (pracujemy oczywiście na lewej stronie dzianiny).
Z motka włóczki przeznaczonej do podszywania odcinamy kawałek o długości, jaką uznamy wygodną do pracy z igłą. Nawlekamy na igłę. Zaczynamy podszywanie łapiąc brzegi "drabinki" (pracujemy pojedynczą nicią):


Końcówki nici mocujemy pod podszyciem:


Igłę prowadzimy na okrętkę, bacząc, by nie zaciągać nitki zbyt mocno. Zdjęcie pokazuje, jak najwygodniej jest trzymać dzianinę:


Skończywszy jeden rządek, przechodzimy do następnego:


Nitka się kończy? Żaden problem. utykamy końcówkę pod podszyciem:


... i bierzemy następną. Tak wygląda zabezpieczony koniec nitki, no i całość robótki.


Jak widać, technika jest dużo prostsza w wykonaniu, niż jej opisywanie.
Nie musicie się przejmować końcówkami nitek, nie trzeba ich dodatkowo zabezpieczać. Upchnięte pod podszyciem będą się doskonale trzymać.

Przy podszywaniu czapki najłatwiej jest oczywiście zrobić otok, kombinacja alpejska zaczyna się przy robieniu środka. Ponieważ czapka jest robiona wzorem ściągaczowym, trzeba się trochę nagimnastykować przy zakańczaniu, by utrzymać wzór ściągaczowy jak najdłużej. Wydaje się, że zwyczajowe sciągnięcie wszystkich oczek i zakończenie czapki w ten sposób nie będzie współgrało z techniką podszywania.

***

Poniżej podaję moje zapiski z pracy nad Superczapą wersja 1.0. Jeśli coś jest nieczytelne, proszę o sygnał - się poprawi.

Na króliczkową superczapę nabrałam 108 oczek. Z góry mówię, że po ostatecznej obróbce jest na niego za duża, pasowałaby na kilkulatka. Zatem w przygotowaniu króliczkowa superczapa wersja 2.0.

Użyłam sposobu nabierania, który po angielsku nazywa się backwards loop cast on method, a po polsku nie mam pojęcia. Może ktoś mnie poratuje i podpowie?
W zasadzie można użyć zwyczajnej metody nabierania oczek, tyle że ta, o której pisałam wcześniej daje większą elastyczność brzegu, i chyba trochę lepiej wygląda z tym wzorem.
Całą czapkę przerabia się wzorem ściągaczowym *2 op, 1 ol*. Pierwszy rząd to droga przez mękę, ale później dzierga się zupełnie normalnie.
Swoja superczapę dziergałam w okrążeniach przez 14 cm, następnie zaczęłam kombinowane gubienie oczek, by zachować tak długo, jak to możliwe wzór ściągaczowy, no i żeby góra ładnie wyglądała.
Od tego momentu robiłam tak (po kolei rzędy):

1. co 9 oczko przerabiałam 2 op razem (czyli co trzecie powtórzenie wzoru) (96 oczek na drucie);
2. *2op, 1ol, 1op, 1ol, 2op, 1ol* (czyli tak, jak schodzą z drutu);
3. *2op, 1op, 1ol, 2op razem, 1ol* (84 oczka na drucie);
4. *2op, 1ol, 1op, 1ol, 1op, 1ol* (czyli tak, jak schodzą z drutu);
5. *2op razem, 1ol, 1op, 1ol, 1op, 1ol* (72 oczka na drucie);
6. *z 3 oczek jedno, przerobić następnych 9 tak, jak schodzą z drutu* (60 oczek na drucie)
7. *przerabiać oczka tak, jak schodzą z drutu*;
8. przerobić 4 oczka tak, jak schodzą z drutu, *z 3 oczek 1, przerabiać oczka tak, jak schodzą z drutu*, przerobić ostatnie 3 oczka tak, jak schodzą z drutu; (48 oczek)
9. *z 3 oczek 1, 1 ol* (24 oczka)
10. *2 op razem*, uciąć włóczkę zostawiając ok 20 cm, przeciągnąć ogonek przez pozostałe oczka, ściągnąć i wszyć po lewej stronie robótki.