Pokazywanie postów oznaczonych etykietą crochet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą crochet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

Mięczak

Za każdym razem, kiedy biorę szydełko do ręki, przypomina mi się, jak się kiedyś zarzekałam, że ja szydełkiem to nigdy w życiu. Że nam ze sobą nie po drodze. Ale zawsze się człowiek gdzieś w sieci natknie na coś, co już, natychmiast! trzeba spróbować zrobić samemu. Nieważne, że się o nowej technice ma pojęcie takie jedynie, że owa technika istnieje. Nie ma innej ścieżki dla kogoś, kto już się otworzył na prace ręczne.
Ja się już z szydełkiem oswoiłam, choć jeszcze mi daleko do biegłości w jego posługiwaniu się. Na szczęście podstawowe umiejętności wystarczą, żeby popełnić takiego cudaka:


Szydełkowanie takiego odjazdowego stwora to bardzo fajna sprawa. Gotowy udzierg sprawia mnóstwo frajdy. No i jeden zalegający w szafie moteczek znalazł zastosowanie* (włóczka Opus Polo Natura). 
Dedri Uys, autorka wzoru była na tyle uprzejma, że udostępniła go za darmo na Ravelry:



*) to znaczy, że zapasy włóczki "schudły" o 100 gramów. Mało. Trzeba dziergać więcej!

wtorek, 18 listopada 2014

Serwetka na dzień matki

Dwa i pół roku temu wyszydełkowałam serwetkę, która miała być prezentem na rzeczone święto. Z wyszydełkowaniem sobie poradziłam, na wykończenie musiała czekać latami przekładana z kupki na kupkę, z pudełeczka do pudełeczka, z nadzieją, że może już niedługo...
Czas jej nastał przy okazji krochmalenia śnieżynek (czy jestem pierwsza z tematem śnieżynek w tym roku?), których nie pokażę, bo już pofrunęły do nowego domu.
Okazuje się, że wykończeniówka przy takiej serwecie może człowieka... wykończyć. Ale ja jestem nie przyzwyczajona, takie rzeczy się u mnie blokują niezwykle rzadko. Dobrze, że dziecko pomagało,  bo mogłabym nie zdzierżyć, hy hy...



Dziś tylko tyle, bo znowu usiłuje wyrwać trochę czasu dla siebie. Notka przez to niedorobiona, ale mam tak jak w tym dowcipie o robotnikach - panie, taki zasuw mamy, ze nie ma kiedy taczek załadować...
Następny wpis będzie albo znowu szydełkowy - śnieżynkowy, albo sweterkowy, co zależy od tego, kiedy dotrę do pasmanterii po guziki...

wtorek, 18 marca 2014

Ja i szydełko? - czyli u mnie już wiosna.


W życiu bym nie powiedziała, że będzie nam po drodze. Ale że mam hopla na punkcie kolorów i jestem zawsze pod wrażeniem niesamowitych możliwości, jakie dają zestawienia rozmaitych wzorów "babciokwadratów", to się zawzięłam i wyszydełkowałam łączkę:


Największą trudność w tym całym projekcie sprawił mi wybór włóczki, a konkretnie, lichy wybór włóczki dostępnej w Polsce. To jest wyzwanie: znaleźć materiał który by wytrzymał intensywne użytkowanie, był przyjemny dla skóry i przyjazny dla kieszeni. A kiedy już się znajdzie odpowiednią włóczkę, okazuje się, że kolorystyka odpowiada listopadowej brudnej szmacie. W plebiscycie na materiał odpowiedni na kocyk wygrał Jeans Yarn Artu, który jednak kompletowałam w kilku sklepach internetowych.
A potem - szydło w dłoń i do pracy. Powstał kocyk niemowlęcy ze 100 kwadratów, obrębiony rzędem półsłupków i rzędem oczek rakowych, w rozmiarze 80x80 cm. 


Byłby kocyk może i większy, bo dziabanie tych kwadracików, wszywanie nitek i zszywanie wszystkiego do przysłowiowej kupy znajduję relaksującymi, ale wyszła mi nitka w kolorze ciemnoniebieskim, a dokupować trzeci raz włóczki nie zamierzałam. Chociaż nie wykluczam w przyszłości powiększenia kocyka do rozmiarów typowego pledu. Kto wie, co się może zdarzyć.


Ponieważ w szydełkowaniu jestem początkująca, musiałam się posiłkować samouczkiem, który znalazłam na tej stronie (klik) ( a mówiąc szczerze, najpierw przez szatańskiego pinteresta trafiłam na tę stronę, a potem zachorowałam na wzór sunburst square). Przy okazji znowu robię błąd, wielki błąd, ucząc się szydełkowania po angielsku. To najszybsza droga do stania się analfabetą robótkowym w ojczystym języku (a kto z dziergających po angielsku nie narzeka na małą klarowność polskojęzycznych instrukcji, niedostateczne nazewnictwo i temu podobne?).

wtorek, 12 marca 2013

Rozpleniły się...

Wszędzie rozpleniły sie koralikowe węże. U mnie też.
Zawsze podobał mi się efekt zmagań koralikowo-szydełkowych u innych robótkomaniaczek, więc postanowiłam nauczyć się tej wiedzy tajemnej. Przed oczyma wyobraźni mam bowiem długi sznur koralikowy zawiązany na supeł, z dyndadełkami, długości do pępka.
Pomógł  mi tutorial Weraph. Poradniczek jest czytelny i da sie załapać, o co biega w te kulki.
W celu rozpoczęcia pracy należy sobie przygotować garść koralików, cienką, lecz mocną nitkę i korespondujące z nią szydełko.

Weraph sugeruje, by naukę rozpocząć od wężyka ze spiralnymi paskami. Ma rację, bo układ kolorów pomaga zachować wzór i rytm pracy. Ja jednak dysponowałam jednym rodzajem koralików i nie zamierzałam lecieć do sklepu po kolejne, by się przekonać w trakcie roboty, że koralikowe węże nie są dla mnie. Zacisnęłam więc zęby i zaczęłam sie uczyć. Początki były trudne. Prułam wszystko wielokrotnie, ale mając przed oczami (duszy) marchewkę (w postaci spodziewanego efektu), dłubałam dalej. 
Twardziele nie pękaja.
Udało się. Oto pierwszy udzierg, w stanie surowym, niedokończonym. Prawdopodobnie skończy rozłożony na czynniki pierwsze, bo się rozłazi i jest nierówny, ale mi nie szkoda.


Tu muszę wyznać, że miałam trudnosci z rozpoczęciem robótki. Fraza "zrób X oczek łańcuszka, połacz w kółko, wrabiaj cośtam" w przepisie szydełkowym brzmi dla mnie jak sentencja wyroku skazującego. Zawszę się z tym morduję, nigdy nie osiągając zadowalającego efektu. Dlatego wszystkie robótki szydełkowe robione od środka na zewnątrz zaczynam od "magic ring". Nie wiem, jak to nazwać po polsku. Patent bardzo ułatwia pracę, a robi się to tak jak to w tym filmiku okazano (klik)

W pracy z jednym kolorem koralików najtrudniejszy wydaje się trzeci rząd. W tym miejscu robótka wygląda jak kulka z koralików przypadkowo połączonych nitką. Ale jak tylko minie się z sukcesem ten etap, dalej jest z górki. Warto się trochę pomordować.



Załapawszy, o co chodzi, przerzuciłam się na właściwe koraliki. W tym celu nanizałam trzy opakowania koralików 1.8 mm z EMPiKu na nić do szycia dżinsu, chwyciłam szydełko 0.9 i jadę. Przy okazji zrobiłam mały test zużycia zasobów. Otóż metr nici wystarcza w tym projekcie na zrobienie 2.75 cm sznura koralikowego, natomiast z metra koralików można zrobić 19 cm sznura. To oznacza, że szacunkowo na sznur o planowanej długości 125 cm będę potrzebować  ok 46 metrów nici z nanizanymi  6,5 m koralików (o ine nie rypnęłam się w liczeniu).


Test zrobiłam z resztą nie tylko z pustej ciekawości. Mam bowiem podejrzenie graniczące z pewnością, że koralików mam za mało, by osiągnąć zamierzony cel. Prawdopodobnie będę zmuszona nanizać jeszcze jedno opakowanie koralików - od drugiego końca.
Na razie prace trwają.
Poszukuję punktu, w którym mogę kupić ładne zakończenia do takich koralikowych węży, a przegląd kilku pasmanterii internetowych nie dał zadowalających wyników. Może ktoś mi podpowie?