Niczego sobie te kłębki, prawda?
Przewinęłam tę wełnę chyba z milion razy, ale jestem bardzo zadowolona z efektu. Nie obliczłam długości nitki, ale na oko motek wyjściowy wyglądał na 100m na 50 gram, co dawałoby 400 metrów gotowej nitki.
400 metrów takiej cienizny to trochę mało, by coś sensownego zrobić, jakiś detal raczej. Zatem dokooptuję do tych czterech kulek jedną większą typu lace, drugie 400 metrów, i poważę się na coś większego, może coś w typie Revontuli. Ale na razie odpoczywam od tej nitki.
Tymczasem ręce me zajęte są czymś z zupełnie innej beczki.
Otóż zmęczona przewijaniem wełny i żądna nowych wrażeń na druty wrzuciłam... drut, dodałam garść koralików i voila.
Niby nic, a daje radę.
Drucik, koraliki i zapinka (magnetyczna) zakupione w empiku, druty nr 3.5.
Wydaje się, że drucik jest trochę za gruby do dzianiny (ależ to brzmi!), mimo że wybrałam najcieńszy, jaki był dostępny. Za wszystko zapłaciłam jak za zboże, ale ręce mnie bardzo świerzbiły, by spróbować. Druciana dzianina daje fajny efekt - biżuteria jest delikatna i migotliwa. Pewnie więc od czasu do czasu będę wracać do tej techniki, tylko muszę znaleźć delikatniejszy drucik.
A dziś biegając po blogach zauważyłam, że na ten sam pomysł wpadła Ann - ona też wyplata drobiazgi z drutu.
EDIT:
Wygląda na to, że mam braki w technice drutu na drucie. Bo dz drutu na drucie można robić tak jak tu (klik)
EDIT:
Wygląda na to, że mam braki w technice drutu na drucie. Bo dz drutu na drucie można robić tak jak tu (klik)