niedziela, 17 maja 2015

Speedy Gonzalez czyli eksperment farbiarski

Kiedyś zrobiłam eksperyment, żeby sprawdzić, czy dam radę uprząść trochę wełny. Uprzędłam. Zwinęłam. Schowałam.Za mało jej było, żeby do czegoś użyć. Ale przypomniałam sobie o niej, kiedy mnie sparło na farbowanie wełny. Do eksperymentów - jest w sam raz.
Jak się poczyta tu i tam, to się okazuje, że kuchnia obfituje w wyposażenie i materiały do podobnych prac. Jest patelnia do paelli, jest ocet, są barwniki spożywcze (u mnie pozostałości po Wielkanocy - barwniki do jajec). Wełnę namoczyłam, ułożyłam i... co ja wam będę opisywać, sami popatrzcie:


Pojechałam po bandzie i wrzuciłam wszystko - jak eksperyment, to eksperymentujemy, prawda?


Po drodze dochlupnęłam więcej octu, bo coś sytuacja była blada. Jak chwyciło...


...to wylazło z garnka coś takiego:






Ale czy z takiej pstrej włóczki da się w ogóle coś zrobić? przyznam szczerze, że dotychczas nie wyobrażałam sobie swetra z takiej ciapatej włóczki. No ale właśnie zaczęłam sobie wyobrażać. Prosty, luźny krój, raglan. Takie ciepełko na jesień.




Akurat tej włóczki jest za mało, by coś z niej konkretnego zrobić, ale już zaraz, już niedługo pokażę wam wełnę inną niż wszystkie, która już u mnie jest i czeka na SPA ;-) 

A dlaczego Speedy Gonzalez? Bo mi farbowanie wełny chodzi po głowie już jakieś  pięć lat, od kiedy Marta z Zagrody popełniła wielce inspirujący i informujący post o swoich poczynaniach farbiarskich...

wtorek, 28 kwietnia 2015

Dropsowy dziecięcy

Wciąż mamy kwiecień, a więc jeszcze wypada gadać o zimowych swetrach. Bo, przeplata, wiadomo...
Mam do zaraportowania sweter synowski, poczyniony wedle wzoru Dropsa. To drugi raz, kiedy korzystam z tego wzoru. Pierwsza była ta tuniczka.


Użyłam włóczki z zapasów, jakiejś starej norweskiej Idun czy czegoś w tym rodzaju (metki pochłonęła tak zwana pomroka dziejów). Tym samym zapasy znowu schudły! super!
Do pracy przy wzorze wrabianym użyłam samodziałowego rozdzielacza nitek, zrobionego z uniwersalnego narzędzia MacGyvera. Niestety nie mogę go, to jest tego rozdzielacza, okazać, bo przydał się synowi do zabawy. Nie stanowi to wielkiej szkody, albowiem narzędzie to można przygotować ad hoc w minutę 8.



Dziewiarki różnie podchodzą do tego utensylium. Jedne uznają je za fanaberię, przeszkadzacza, sprzęt zupełnie nieprzydatny. Ja akurat należę do fanów rozdzielacza, bo pozwala nadrobić niedostatki umiejętności w operowaniu dwoma nitkami a tym samym uzyskać satysfakcjonujący efekt pracy. Przekonałam się do niego ostatecznie usiłując popełnić czapkę wzorem dwustronnym (udało mi się częściowo, to jest wydziergałam ją w całości, przeszła testy jakości dzianiny, nie przeszła testu dopasowania rozmiaru). Tak czy owak sweter powstał dość szybko i już od kilku miesięcy ogrzewa wiadomy grzbiet oraz cieszy oczy matki.
Co ja będę opisywać - sami popatrzcie. Oto zadowolony klient: 



A tu włóczkowe porno (jest jakiś sposób, by uniknąć tych uskoków przy dodawaniu oczek?)


No i dziewiarski odpowiednik selfie z dzióbkiem w kiblu:


Tymczasem zmykam robić makową panienkę. Muszę się spieszyć, bo maj już za rogiem i zaraz dostanę wstrętu do włóczek wełnianych i nie skończę. 

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanocnie

Przez kilka lat nie robiłam pisanek. Nie zlożyło się, zabrakło czasu, były różne zmartwienia. W tym roku mi się poszczęściło. Był czas, wena, wewnętrzna pilna potrzeba. No, "czasami człowiek musi, inaczej się udusi". Trafiłam na wpis o jajkach na tym blogu i nie było już odwrotu. Parę chwil na szatańskim pinterestu i już miałam gotowe wzorki do przeniesienia na jajka.


Muszę przyznać, że dłubanie tych koronek to trudne zadanie. Czasochłonne i pracochłonne. Ale warto było trochę nad tym poślęczeć, bo wyszły mi jedne z najpiękniejszych kraszanek w mej rękodzielniczej karierze.


Wesołych Świat Wielkiej Nocy, kochani moi Czytelnicy!


sobota, 21 marca 2015

Mięczak

Za każdym razem, kiedy biorę szydełko do ręki, przypomina mi się, jak się kiedyś zarzekałam, że ja szydełkiem to nigdy w życiu. Że nam ze sobą nie po drodze. Ale zawsze się człowiek gdzieś w sieci natknie na coś, co już, natychmiast! trzeba spróbować zrobić samemu. Nieważne, że się o nowej technice ma pojęcie takie jedynie, że owa technika istnieje. Nie ma innej ścieżki dla kogoś, kto już się otworzył na prace ręczne.
Ja się już z szydełkiem oswoiłam, choć jeszcze mi daleko do biegłości w jego posługiwaniu się. Na szczęście podstawowe umiejętności wystarczą, żeby popełnić takiego cudaka:


Szydełkowanie takiego odjazdowego stwora to bardzo fajna sprawa. Gotowy udzierg sprawia mnóstwo frajdy. No i jeden zalegający w szafie moteczek znalazł zastosowanie* (włóczka Opus Polo Natura). 
Dedri Uys, autorka wzoru była na tyle uprzejma, że udostępniła go za darmo na Ravelry:



*) to znaczy, że zapasy włóczki "schudły" o 100 gramów. Mało. Trzeba dziergać więcej!

poniedziałek, 16 marca 2015

Sweterek dla Evci

Znacie te małe laleczki? 
Jedna taka trafiła do mnie całkiem goła, biedaczka. Machnęłam jej gatki z cienkiego dżerseju i sweterki, oba wedle tego samego "przepisu", powstałego ad hoc.
Jakby ktoś z was miał gołą Evcię i nie miał pomysłu na jej przyodzianie, to może skorzystać:

Potrzebna jest włóczka typu fingering, czyli dość cienka. Reszteczki po skarpetkowej się nadzą. Druty numer dwa, najlepiej pończosznicze. Na marginesie dodam,  że użyłam Knit pro, mówiąc szczerze specjalnie zakupionych do lalkowych udziergów, albowiem można je dostać w trzech długościach. Ja akurat mam dwudziestocentymetrowe. Te krótsze mogą źle leżeć w dłoniach, dłuższe są, no cóż, za długie do tak małych obwodów. 



Nabieramy 24 oczka. Najlepiej użyć metody włoskiej, bo daje bardzo elastyczny początek robótki.
Ta elastyczność jest tu bardzo potrzebna, bo sweterek nie ma rozcięć ani żadnych innych ułatwień do ubierania lalki. Ponadto samo nabranie oczek tą metodą daje nam dwa rządki w ściągaczu 1x1, absolutnie wystarczające jeżeli chodzi o kołnierzyk. Jak ktoś chce, może nabrać oczka od razu do pracy
w okrążeniach. Ja to zrobiłam po zrealizowaniu początku robótki (czyli w rzędzie trzecim).


okr.3 Dzielimy oczka tak, by było ich po sześć na każdym drucie, zaznaczamy początek robótki i robimy jedno okrążenie prawymi.

okr.4 Zaczynamy dodawać oczka na ramiona: przerabiamy 5o.p, dodajemy 1o.p, przerabiamy 2o.p., dodajemy 1o.p., przerabiamy 10o.p, dodajemy 1o.p., przerabiamy 2o.p., dodajemy jedno o.p., przerabiamy na prawo do końca okrążenia.

okr.5 Przerabiamy 5o.p., dodajemy 1o.p., przerabiamy 4o.p., dodajemy 1o.p., przerabiamy 10o.p., dodajemy 1 o.p., przerabiamy 4 o.p., dodajemy 1 o.p., przerabiamy do końca okrążeniana prawo.

okr.6 Przerabiamy 5o.p, 6o.l., 10o.p, 6o.l., 5o.p.

okr.7. Przerabiamy 5o.p, dodajemy 1.o.p., przerabiamy 6 o.p., dodajemy 1 o.p., przerabiamy 10o.p., dodajemy 1 o.p., przerabiamy 6o.p., dodajemy 1o.p., przerabiamy do końca okrążenia.

okr.10 Przerabiamy 5o.p., 8o.l., 10o.p., 8o.l., 5o.p.,

okr.11 Przerabiamy 5o.p., zamykamy 8 na prawo, przerabiamy 10o.p., zamykamy 8 oczek na lewo.

okr.12 Przerabiamy 5 o.p., dodajemy trzy oczka, łączymy z robótką i przerabiamy 10o.p., dodajemy 3 oczka, przerabiamy do końca okrążenia.

Robimy 4 okrążenia prawym dżersejem, trzy okrążenia ściegiem francuskim (lewe, prawe, lewe), zamykamy oczka na prawo.
Wszywamy nitki i już. Gotowe :-)




W opisie, niestety, mogą czaić się błędy. Jeżeli jakiś zauważycie, dajcie znać, to się poprawi.



piątek, 16 stycznia 2015

Kominek plus coś na kształt noworocznego postanowienia


Tak mnie naszło na uzupełnianie zaległości. Tym razem prezentuję komin, popełniony jesienią. Przepis jest prosty: bierzesz włóczkę, która zalega ci w szafie od lat i wypada na ciebie za każdym razem, kiedy tą szafę otwierasz. Sprawdzasz, czy wzór, który chodzi ci po głowie od miesięcy zagra z tą włóczką. Dziergasz. 



Forma prosta, wzór stokrotek gra pierwsze skrzypce, włoski włóczki lekko usztywniają całość. 



Zaadaptowanie wzoru stokrotek do dziergania w okrążeniach stanowiło pewne wyzwanie. Koniec końców mi się udało, ale nie pytajcie mnie, jak to zrobiłam, bo sama nie wiem, czy zdołam powtórzyć taki wyczyn. Tak się po prostu zrobiło i już. Sama włóczka to puchaty  budyń bez metki z second handu. Nie podejrzewam jej o dużą zawartość włókien naturalnych. Robione na drutach 5 mm, o ile się nie mylę.

A z innej beczki: 
Trafiłam w sieci na patent na opanowanie zapasów włóczkowych, mianowicie włóczkową dietę. Najpierw robi się inwentaryzację i waży całe zapasy (lub przynajmniej kataloguje w uporządkowany sposób - to stan wyjściowy. Na koniec roku podsumowuje się ilość "kalorii zużytych", czyli wagę udziergów i porównuje z ilością "kalorii pobranych", czyli z zakupami.
I ja właśnie zamierzam sobie taką włóczkową dietę zaordynować. Tak więc trochę zabawy przede mną (i przed dzieciakami, oczywiście - nic bez małych pomocników w domu dobyć się nie może, niestety).

środa, 14 stycznia 2015

Czapkowa pogoda

Mamy wciąż czapkową pogodę, więc czapkę zrobiłam. Akurat ta czapka jest świetna na obecne +7 stopni. Miło otula, nie grzeje za bardzo. Milutkie mięciutkie zagospodarowanie jednego motka Baby Merino od Dropsa. Mówiąc szczerze jeszcze nigdy nie zrobiłam nic dla siebie z tej włóczki, ale koniecznie muszę nadrobić ten temat, bo to bardzo dobra włóczka.

Sama czapka powstała według najświeższego wzory Justyny. Po szczegóły odsyłam was do ravla  
Wzór jest perfekcyjny - od włoskiego nabierania oczek (dającego "sklepowy wygląd" ściągaczowi), przez subtelny i interesujący wzór na otoku aż do ładnego i sprytnego zakończenia czapki. Żadnych niedoróbek. 



No i cóż ja jeszcze mogę dodać? Może tylko to, że jestem przeszczęśliwa z tego powodu, ze od wrzucenia robótki na druty do wrzucenia relacji na blogaska, po drodze z przyzwoitą, choć krótką sesją fotograficzną, nie minął nawet tydzień. A to się ostatnio nie zdarzało. Jest światełko w tym tunelu i chyba to nie pociąg.



Pozdrawiam was, moi czytelnicy i do następnego wpisu.