środa, 1 kwietnia 2020

Pustką i chłodem wieje po kątach tego bloga.
Tak jakby właściciel opuścił swój dom na więcej niż pół roku. Woda w kranach przyrdewiała, ściany wyziębione, trupki owadów leżą na parapecie okna, a szyby okienne poznaczone zostały smugami deszczu...
Obraz ten dość wiernie odpowiada temu, co działo się w mojej duszy przez ostatnie miesiące...
Ale wróciłam. Rozpalam w piecu kaflowym; czekając aż ciepło zacznie się od niego rozchodzić, dokonuję pierwszych porządków.
Witaj z powrotem, blogowanie, witajcie czytelnicy.


środa, 3 lipca 2019

Cukierkowo, owocowo, letnio...

Dzisiejsza migawka przedstawia topik w trakcie pracy w relaksujących okolicznościach przyrody. Historia tego udziergi zaczęła się w sklepie Flying Tiger of Copenhagen, sieciówce z mydłem i powidłem. Zaglądam tam czasem, by za parę groszy poprawić humor sobie albo pozostałym członkom rodziny. 
Tym razem wypatrzyłam motki bawełny w ładnych zestawieniach kolorystycznych i pomyślałam ciepło o łąkach, którym dawno nic nie dziergałam. Zakupiłam komplecik i przewartościowałam plany na ten materiał. 
Ci z moich czytelników, którzy snują się po portalach społecznościowych, z pewnością kojarzą wzór Lost in Time, który stał się viralem krótko po opublikowaniu. Ja też polubiłam ten wzór i podobają mi się niemal wszystkie udziergi, które go wykorzystują. Sama jednak nie chciałam robić chusty, bo nie noszę tego typu dzianin. Wolę zrobić coś, co będzie noszone. Dlatego wymyśliłam, że używając motywów z chusty Lost in Time zrobię plazową bluzeczkę dla córy. Na razie jest tyle i wciąż rośnie, bo bardzo mi się to szydełkowanie spodobało. 


Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła pokazać skończone ubranko w równie uroczych okolicznościach przyrody, i niepowtarzalnej ;-) czyli znad morza i z wkładką.
Tymczasem!