Jak zrobić, by brzeg dzianiny dżersejowej się nie rolował? Jest kilka sposobów uzywanych powszechnie, jak na przykład zakończenie robótki ściegiem francuskim, czy ściągaczem, albo podwinięcie pliski.
Znalazłam przypadkiem myk (cóż, że szwedzki), któremu dam szasę przy następnej okazji. Niewykluczone, że wystarczy zrobić pliskę metodą twoends. Dla ciekawych, co to za zwierzę, odsyłam do Iwony Eriksson, autorki bloga Drutoterapia, która przygotowała świetny kurs dziergania twoends (kurs jest po polsku i bezpłatny).
Sam zaś patent znalazłam przez szatańskiego pinteresta, który przeniósł mnie w to miejsce (klik) (skąd pożyczyłam zdjecie).
piątek, 1 marca 2013
czwartek, 21 lutego 2013
Łańcuszki jak fale...
Łańcuszki blogowe są jak fale
- odbijają się od ścianek internetu i nawracają. Zazwyczaj irytujące, czasem
niosą z sobą pewne korzyści. Można na przykład wskutek działania fal łańcuszkowych
odnaleźć nowe miejsca w sieci. Albo dają one pretekst do opowiedzenia o sobie czegoś więcej
niż zazwyczaj.
Kolejny raz trafił do mnie łańcuszek "Liebster blog", tym razem od Karoliny (bez cukru). Bardzo dziękuję za to wyróżnienie.
Pozwolę sobie odpowiedzieć na niektóre zadane przez Karolinę pytania i całkowicie pominąć część o nominacjach i typowaniach.
Co sprawia Ci największą przyjemność w tym co robisz?
Największą
przyjemność sprawia mi uczenie się czegoś nowego. Następny w kolejności
będzie kolor. Lubię pracować z kolorem - czy to przy dizerganiu, czy
przy krojeniu warzyw na obiad.
Co byś robiła gdybyś nie musiała nic robić?
Robiłabym to, co bym chciała :-) Paradoksalnie zakres czynności, które bym wówczas wykonywała nie różniłby się znacznie od czynności, które zazyczaj wykonuję. Tylko brak presji czasu i okoliczności sprawiłby, że stałyby się przyjemne.
Życie bez hobby to....?
Nie wiem, zawsze się czymś zajmowałam.
Nie wiem, zawsze się czymś zajmowałam.
Twoje hobby/pasja to czas wyrwany pomiędzy obowiązkami czy stały element dnia?
Moje hobby jest wplecione, współistnieje z tym co zazwyczaj jest do zrobienia. Na szczęście nie muszę wyrywać czasu na rękodzieło z tego przeznaczonego na sen, czy jedzenie :-) Stąd też latem działam mniej, zimą więcej.
Twój blog to tablica, dzięki której dokumentujesz własne dokonania,
miejsce do którego zapraszasz innych by się pochwalić, czy może jeszcze
coś innego?
Oprócz wymieniaonych w pytaniu celów traktuje bloga również jak portal społecznościowy w skali mikro, tyle że bez zobowiązań typu logowanie itp. Miłe komentarze na temat moich prac zawsze cieszą, ale najbardziej cenię sobie wymianę zdań, podczas której uczę się czegoś nowego lub mogę komuś w czymś pomóc.
Oprócz wymieniaonych w pytaniu celów traktuje bloga również jak portal społecznościowy w skali mikro, tyle że bez zobowiązań typu logowanie itp. Miłe komentarze na temat moich prac zawsze cieszą, ale najbardziej cenię sobie wymianę zdań, podczas której uczę się czegoś nowego lub mogę komuś w czymś pomóc.
wtorek, 19 lutego 2013
Koronki
Piękna katastrofa, prawda? Pasiak okazał się po prostu za mały, zatem wszelkie wątpliwości na temat pasków i uskoków zostały przecięte jednym uderzeniem miecza, że sie tak literacko wyrażę.
Dziś wrzucam na druty powtórkę, będę kombinować z uskokami. Może tym razem wyjdą satysfakcjonująco.
sobota, 16 lutego 2013
Co z tymi paskami?
Z różnych względów często robię rzeczy pasiaste. Wybór wzoru determinują zazwyczaj dostępne zapasy włóczki, a poza tym - lubię paski. Sporo rzeczy dziergam bezszwowo, naokoło, bo tak jest zdecydowanie szybciej. Wykończenie takiej dzianiny teoretycznie to minuta osiem.Oszczędza się dodatkowe blokowanie i zszywanie.
Lubię ładnie wykończone rzeczy, więc obczaiłam w necie różne patenty na zmianę koloru w dzianienie-tubie bez uskoku, który mocno psuje efekt. Jeśli chodzi o dziewiarskie sztuczki, najlepszym chyba źródłem jest strona TECHknitting, a post o paskach jest tu (klik) (a tu nowsza wersja postu, z ładniejszymi fotkami)
Pierwsza rzecz, w której zastosowałam trik to pierwsza pasiasta kamizelka Króliczka. Tam co do zasady przy zmianie koloru przerabiałam pierwsze okrążenie normalnie, w kolejnym przesuwałam pierwsze oczko rzędu bez przerabiania. Udało się to całkiem nieźle, ale kosztowało sporo. Każda zmiana koloru to buło cięcie nitki i doczepianie nowej, a w rezultacie milionpińcet nitek do wszywania. Ktoś mógłby postukać się w czółko na takie wyznanie, ale, jak dowiecie się w dalszej części, w tym szaleństwie jest metoda.
Niestety, nie mam pod ręką zdjęć "szwu" tamtej kamizelki. Jak ją znajdę, obiecuje obfocić i uzupełnić post.Kolejny pasiak to Urodzinowa. Tu - ten sam myk. Mój wewnętrzny len kombinował i próbowałam zmieniać kolorki w okrążeniach bez ciachania nitki, ale się poddałam po którymś tam pasku. Trudno jest wyregulować napięcie nieużywanej aktualnie nici tak, by myk z podnoszeniem oczka wyszedł zadowalająco, a i dzianina porządnie wyglądała.
Kiedy robiłam kolejnego pasiaka, mój wewnętrzny leń nie dawał mi spokoju. Postanowiłam wypróbować patent z "wędrującym" początkiem okrążenia. Rzecz polega na tym, że oprócz tego, że w drugim okrążeniu danego koloru podnosi się pierwsze oczko bez przerabiania, to każdy nowy kolor zaczyna się oczko dalej. W pasiaku, który widzicie niżej, nie cięłam nitki, przekładałam ją po lewej stronie robótki. Niestety, zmiana koloru nie jest niewidoczna, a zaistniał dodatkowy efekt w postaci "wędrującego uskoku":
Ponadto to częste przesuwanie oczek bez przerabiania podciąga do góry dolny brzeg dzianiny. Owszem, można to zblokować, ale w noszeniu i tak brutalne fakty wyłażą na wierzch.
A teraz ostatni akt tego dramatu w trzech aktach.
Jak wiecie ostatnio popełniłam kolejnego pasiaka, dalej próbując połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli triki dziewiarskie z obietnicą uniknięcia ciężkiej roboty. Postanowiłam wykorzystać sztuczkę o której przeczytałam gdzie indziej. Mianowicie, w pierwszym rzędzie nowego koloru należy wykonać taki myk: przełożyć pierwsze oczko na prawy drut, podnieść z lewego na prawy oczko z rzędu poniżej tego pierwszego, sru je oba z powrotem na lewy i przerobić obydwa razem nitką nowego koloru. Robi się szybciej, niż się o tym czyta.Dziabię sobie te paski, nitek se nie ucinam, tylko pracowicie rozplątuje motki, robótki przybywa. Sztuczka działa, ale tylko na początku.
Niestety, w miarę jak praca postępuje, efekt jest coraz gorszy.Uskoki się pogłębiają w miarę jak podnoszone oczka wyciągają nitkę prowadzoną po lewej stronie. Normalnie eskalacja problemu. W dodatku dzianina w miejscu łączenia robi się wyraźnie nieelastyczna, co zapowiada, jak wyżej, podciągnięcie brzegu dzianiny.
Dlatego też jeszcze przed połową pleców zdecydowałam się na zmiane kolorków BEZ SZTUCZEK i zrobienie w tym miejscu markowanego zapiecia. Wiecie, sru łańcuszkiem szydełkowym od góry do dołu, przyszyć guziczki i po sprawie. Akcji jeszcze nie przeprowadziłam, decyzja sie uprawomocnia, ewentualne odwołanie nie jest wykluczone.
Przedstawione patenty możliwe, że są przydatne, ale w robótkach, w których paski są tylko akcentem lub występują rzadko rozstawione.
W moich robótkach paski są clue projektu, dlatego patenty prowadzą mnie czasem, jak w ostatnim przypadku, w ślepą uliczkę. Podstawowym problemem, jaki spotykam, jest podciąganie się brzegu dzianiny w miejscu zmian kolorów, co zmusza mnie do cięcia nitki przy każdym nowym pasku.
Dzieląc się z wami swoimi spostrzeżeniami zachęcam do rozmowy. Jak sobie radzicie z paskami? macie ulubione triki? Może by tak pogadać o tym, czego się zazwyczaj nie pokazuje, czyli o lewej stronie dzianiny? Może by tak dyskusja po "ciemnych stronach drutowania"?
Zapraszam :-)
Etykiety:
druty,
knitting,
krulicza filozofia,
triki dziewiarskie
środa, 13 lutego 2013
Kung fu
Właśnie zaczęłam trzecią w swej karierze dziewiarskiej kamizelkę "Urodzinową" wg wzoru Lete.
Bardzo lubię ten wzór, bo jest bezszwowy, prosty, bezpretensjonalny i dobrze wyglądający. Planowałam tę robótkę od dawna, ale jej rozpoczęcie ziściło się po ogłoszeniu przez Lete akcji wspólnego dziergania, czyli KAL .
Kamizelka powstaje z Cashmiry Alize, kupionej w Naszych-Motkach.
Jestem w 1/3 pracy.
A dlaczego kung-fu?
Wyrażenie to, powszechnie kojarzące się ze sztukami walki, ma z kopaniem w stylu Bruce Lee niewiele wspólnego. Kung-fu oznacza czynność lub praktykę wymagającą cierpliwości, której poświęca się czas i uwagę w celu osiagnięcia określonego wyniku. Innymi słowy jest to droga do doskonałości. Tak więc może istnieć nawet kung-fu robienia naleśników.
***
Posty o paskach i barbiowych ciuszkach w przygotowaniu. Berka nadal nabiera mocy urzędowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


